NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Clyde Carson
STSA (Something To Speak About)
Moe Doe (2013)
good good half good good


Recommended reviews

01. Kill It
02. Ballin
03. All The Way 100 f. E-40
04. Henny In My Red Cup
05. Outa Pocket f. Problem & IAmSu!
06. Everyday f. Kaz Kyzah
07. Lemme Know f. B-Legit
08. Tuck Spot
09. Choosin
10. Slow Down


English review

Oakland representative by the name of Clyde Carson is one of those artists who are claimed to be a "star", yet in fact they did nothing big. Right now probably a lot of you will hate me for what I've said, but that's what I think. For me, if a rapper doesn't have at least one official long play solo under his belt, you cannot rate him with a solid rapper status; celebrity - yes, but not a solid musician. I really don't care whether Clyde released a whole lot of clean videos and a sack of singles. I'm too old school to download a single track and put that on my i-thing. You do that? Well, that is why you'll definitely look at him from a different angle. For me he counts as The Team member, because along with Kaz Kyzah and Mayne Mannish he released three cds: "Beyond The Glory" (2002), "The Negro League" (2004) and "World Premiere" (2006). As a soloist Clyde dropped two official EPs (3- and 6-track deep) and probably a few underground mixtapes as well, but they've missed my attention somehow. In 2013 the rapper recorded the hereby street project called "STSA" which stands for Something To Speak About. The cd was mostly a promo, Internet album, from the very beginning available for free download on DatPiff. Fortunately someone thought about cd collectors and pressed a CD-R (with a plain printing on it) put into a cardboard sleeve.

You can either love or hate Clyde Carson. As far as I remember he had always rapped with an East Coast flavor, a mainstream twist into it. Whatever you call it, it is definitely melodious, delicate and out-of-emotions; flat I'd rather say. Throughout the whole album he presents an equal style, only sometimes putting more singing into choruses, which is in my opinion better than his regular, quite monotonous flow. Speaking of monotony, I feel every song on "STSA" is the same and unfortunately average. What you'll hear is calm vocals and laidback production delivered by Shonuff. Giving the beats to only one producer wasn't the best idea, because the instrumental layer sounds quite homogeneous and pale. Major part of bass lines are far from solid, because instead of making heads bob, they sound like flat clapping. What is more, the composer added quite poor samples; a few tracks feature only one sound! A minimalistic music was good when hyphy rap was alive, but nowadays fans expect something more than a couple of clicks from a PC/Mac program. Maybe "STSA" will be acclaimed more enthusiastically by a younger generation, but I cannot imagine crowds bouncing on California parties while listening to songs from this project. Well, even the topics, which are close to entertainment, speak about being a player, being cool and awesome; plus a few cuts about smoking weed, drinking exclusive alcohol, making money, spending time with women and spending money. I must admit that at first I was quite infatuated by "STSA", because I thought it was a decent material to be played in a car or give it a listen while spending time with wife, however after each spin it became more and more average and colorless.
Read more about Clyde Carson on his website, Facebook and Twitter.

Bart, thanks for giving me the cd.
Bart says: it's nothing, mayn.

Polish review

Reprezentant Oakland imieniem Clyde Carson to jeden z tych artystów, którzy teoretycznie są znani i posiadają status "gwiazdy", a de facto nic wielkiego nie uczynili. Pewnie teraz spadnie na mnie niewidzialna ręka hateryzmu, ale co tam. Jak dla mnie, jeśli raper nie ma na koncie co najmniej jednej pełnometrażowej solówki, to właściwie niewiele o nim można powiedzieć. Cóż z tego, że nagrał naście teledysków i wydał worek singli? Chyba jestem za stary na ściąganie pojedynczych piosenek i wygrywanie ich na mojego i-sroda czy inny wynalazek XXI wieku. Wy tak robicie? OK, pewnie dlatego dla Was Clyde Carson to ktoś, kto wydał sporo materiału. Dla mnie liczy się on przede wszystkim jako członek grupy The Team, bo pod szyldem zespołu nagrał trzy długograjce: "Beyond The Glory" (2002), "The Negro League" (2004) i "World Premiere" (2006). Jako solista Clyde wydał oficjalnie dwie EP-ki (3- i 6-piosenkowe) i chyba też parę podziemnych mixtape'ow, ale jakoś umknęły one mojej uwadze. W 2013 roku pojawia się ten oto uliczny krążek pt. "STSA (Something To Speak About)". Projekt nastawiony był przede wszystkim na promocję internetową (zresztą jak wszystko w tych czasach) i od początku dostępny był za darmo do legalnego ściągnięcia na DatPiffie. Pomyślano również o kolekcjonerach i wytłoczono materiał na CD-Rze (z przemysłowym, prostym nadrukiem), który włożono do kartonowej koperty.

Clyde Carson jest jednym z tych artystów, których można lubić albo nie. Chłopak, od kiedy pamiętam, konsekwentnie uprawia rap bardziej nawiązujący do Wschodniego Wybrzeża i generalnie telewizyjnych natręctw. Flow Clyde'a - również na tej płycie - to wypłaszczony, z lekka mruczący głos, wyzuty z emocji. Na całym krążku raper prezentuje równy, jednostajny styl, chociaż na czas niektórych refrenów melodyjnie sobie podśpiewywał, co wg mnie wychodzi mu ciekawiej niż składanie dość monotonnych zwrotek. A propos monotonii, to niestety mam wrażenie, że każda piosenka na "STSA" jest taka sama, w dodatku przeciętna. Z jednej strony dostajemy na tacy spokojny flow gospodarza, a z drugiej laidbackową produkcję, w 100% przygotowaną przez Shonuffa. Oddanie podkładów w ręce jednego beatmakera przyczyniło się do stworzenia homogenicznej, trochę wyblakłej otoczki instrumentalnej. Większość linii basowych woła o pomstę do nieba, ponieważ zamiast wibrować w głośnikach i poruszać zastawą w kredensie, mamy do czynienia z packowatymi, nieziemsko płaskimi wyznacznikami rytmu. Do tego kompozytor dorzucił nam bardzo ubogie zestawy sampli; w niektórych piosenkach ograniczają się one nawet do jednego. Minimalistyczna muzyka przestała już do mnie przemawiać, czasy hyphy minęły, a fani oczekują czegoś więcej niż mieszanki ułożonych na krzyż trzech dźwięków. Być może "STSA" wpasuje się w oczekiwania i gusta młodzieży, choć nie wyobrażam sobie, żeby któryś z kawałków z niniejszej pozycji poruszał tłumami na kalifornijskich parkietach. Zresztą tak naprawdę, to chociaż tematyka wydaje się około rozrywkowa, to de facto usłyszymy raczej o byciu graczem, byciu prawdziwym, byciu zajebistym... a także o paleniu trawy, piciu koniaku, forsie, podrywaniu kobiet. Na koniec przyznam się, że pierwsze przesłuchanie "STSA" wiązało się z dość pozytywnym odbiorem, ponieważ wydawało mi się, że to niezły materiał do zapodania w samochodzie czy nawet umilający wieczór z kobietą, ale im więcej razy krążek obrócił się na moim sprzęcie, tym bardziej byłem przekonany o jego przeciętnej, nieco bezbarwnej jakości.
Więcej o Clyde Carsonie na jego stronie, Fejsie i Tweecie.

Bart, dzięki za krążek.
A Bart na to: spoko, ziomi ;].


Written by: lethaface
Name:
Comment:
Comments (3):
By goly on 14 November 2014
dokładnie rozdawali za darmo,sam chyba uzbierałem z 3szt
By Marekk on 29 July 2014
Hmm jak dla mnie to flow Carsona nie ma nic wspolnego z wschodnim wybrzezem :) Ten projekt faktycznie nie niszczy ale za nagrywki z The Team Clyde ma u mnie dozgonne propsy.
By goly on 28 July 2014
płyta średnia jak i raper z niego średni, swego czasu cd dodawali do zamówień na RapBay, widać że chętnych nie było do zakupu to rozdali za darmo

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.