NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





B-Legit
Tryin' To Get A Buck
Sick Wid' It Records / SMG (1994)
good good good good good


Recommended reviews

01. Way Too Vicious f. E-40
02. Can't Fuck Wit Me
03. The Savage
04. Tryin' To Get A Buck
05. Fuck And Get Up f. Little Bruce
06. Dank Game
07. Dank Room
08. Can't Stop Me f. E-40
09. Brought Us Back Chablis (skit)
10. Late Nighter
11. B-Legit
12. Just Living f. Mac Shawn
13. Daily Routine
14. Smob Out (skit)


Piszę recenzję tej płyty z dość odległej perspektywy, ponieważ obecnie (koniec roku 2006) B-Legit - istny weteran rapu z Vallejo - wydał już 5 solówek i jeden mixtape. Dlatego też, chcąc nie chcąc, będę porównywał "Tryin' To Get A Buck" do nowszych projektów. Najpierw jednak wspomnę o ciekawostce. Album ten wyszedł na krążku w 1994 roku z wytwórni SMG i Sick Wid' It. Doczekał się on co najmniej dwóch wznowień z wytwórni Jive, z czego jednego w tymże samym roku. Jednakże warto mieć na uwadze, iż jakakolwiek reedycja albumu ma jedną piosenkę mniej. Tylko na pierwszym wydaniu płyty usłyszycie kawałek "Fuck And Get Up". Z doświadczenia pewnie wiecie, że im starszy projekt, tym trudniej go dostać. Dlatego też reedycje kupić łatwo i po niskiej cenie, natomiast wersja OG to już dość duże koszta (średnio $20 - $30).

Wczesne lata 90-te to zupełnie inne brzmienia niż obecnie. Pomimo tego, że na okładce widać napad na sklep, to w ogóle nie usłyszymy tutaj hardcore'owych, gangsterskich podkładów. Jeśli już poruszane są ostrzejsze, pełne przemocy tematy, to wciąż towarzyszy nam nieodłączna, spokojna, lajtowa atmosfera. W zasadzie od początku do końca "Tryin' To Get A Buck" brzmi bardzo podobnie, a jest to zapewne zasługa tego, że Studio Ton maczał palce przy każdej produkcji. Muzyka jest spokojna, z reguły powolna, z miłymi dla ucha dźwiękami. Tylko teraz pytanie, czy styl B-Legit'a pasuje do takich klimatów? Zatem większość jego fanów powie wam zapewne, że tak. Ja się natomiast z tym nie zgadzam i osobiście wolę, jak raper rapuje trochę szybciej niż na tym projekcie. Wydaje mi się, że Bela lepiej się realizuje, gdy dostaje ostrzejszą lub bardziej bogatą w instrumenty muzykę. Wiem, że nie powinienem narzekać, bo są to przecież pierwsze nagrania, a część podkładów pochodzi pewnie jeszcze sprzed 1994 roku. Poza tym trochę denerwują mnie potraktowane po macoszemu refreny. Mianowicie prawie w ogóle ich nie usłyszymy. Najczęściej B-Legit kończy zwrotkę tytułem piosenki i zamiast refrenu E-40 lub chłopaki z Mossie gadają sobie jakieś pierdoły i później kolejna zwrota. Nie przesłuchiwałem piosenek dokładnie po tym kątem, ale przypominam sobie tylko 2 kawałki z tradycyjnym (w tym wypadku śpiewanym) refrenem. Co by nie mówić, refren to bardzo istotny element utworu rapowego, bo po nim się zapamiętuje ogólne brzmienia. Prawda jest też taka, że jakoś specjalnie nie urzekł mnie tutaj sam B-Legit, który rapuje poprawnie, ale bez żadnej rewelacji. Gdybym nie słyszał jego późniejszych albumów, to nie wiem, czy wkręciłbym się w jego flow. Raper gada dosyć monotonnie, rymów nie stosuje zbyt oryginalnych, prezentuje się przeciętnie. Zdaję sobie sprawę, że fani artysty obrzucą mnie mięchem za to, iż deprecjonuję klasykę. Bardzo lubię B-Legit'a, ale tego albumu słucham tylko wtedy, gdy jestem w specyficznym nastroju na spokojne kołysanie głowy do lajtowych podkładów Studio Ton'a. Jeśli ktoś kocha klasykę, to polecam; w przeciwnym wypadku radzę zapoznać się z nowszymi krążkami rapera.


Written by: BayUndaground staff
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.