NEWS ARCHIVES REVIEWS INTERVIEWS VIDEOS GUESTBOOK CONTACT
Top Picks





Central Valley Grown
self titled
209 Studioz (2007)
good good good half good


Recommended reviews

01. Don't Disrespect My Varrio
02. 209 Studioz & N.C.F - Pain
03. Gangsta Mobbin
04. Central Valley Grown - C.V. Loc
05. Do What You Gotta Do
06. Gangsta Bitch
07. Livin That Gangsta Life - Pain
08. Fuck Friends
09. Love Don't Live Here No More
10. Struggle In This Game
11. Watch My Enemies Bleed
12. WSMG - Pain


209 Studioz to młoda wytwórnia płytowa należąca do reprezentującego Le Grand - rzecz jasna w okręgu 209 - rapera Menti aka Mr. Mentiroso. Co uważniejsi fani podziemnych latynoskich brzmień mogli przyuważyć jego dwie solówki, z czego druga, zatytułowana "Steady Om The Grind", wyszła w 2006 roku i doczekała się nawet recenzji na stronce. W rok później artysta powraca z dwiema dodatkowymi osobami i projektem spod znaku Central Valley Grown.

Członkami grupy są Pain, C.V. Loc i sam Menti, wszyscy trzej z ulic Central Valley, a dokładniej z Le Grand i Modesto. Nie wydaje mi się, by ktoś oprócz Mentiroso miał jakieś większe doświadczenie w rapowaniu, gdyż jedynie C.V. Loc'a widziałem gdzieś wcześniej, a to i tak tylko na jednym krążku. Niemniej jednak cały tercet prezentuje się wyśmienicie. Ojciec 209 Studioz obnosi się ze swym grubym głosem i pozostawia po sobie wyjątkowo ostre i groźne zwrotki; ewidentnie przestał się patyczkować, gdyż prawie każde jego wystąpienie ocieka jadem. Pain to człowiek lekko sepleniący, za każdym razem pięknie płynący po bicie, posiadający "normalny" flow. Jednakże nadrabia ciekawymi tekstami i przemyśleniami. Ostatni z ekipy - C.V. Loc - jawi się jako nieokrzesany, szybko nawalający ekstrawertyk. Jego partie są wyjątkowo dynamiczne i trochę szkoda, że najmniej go słyszymy. Strona wokalna dla fanów latynoskiego rapu plasuje się zdecydowanie powyżej przeciętnej. Co prawda zdziwił mnie brak jakichkolwiek bluzgów na surenos (nie żeby mi tego brakowało), ale tematyka mimo to pozostaje mocno uliczna, a wszystkie pogróżki są anonimowe. Można zauważyć różnice w klimatach piosenek: dostajemy dwie bardzo ostre ("Don't Disrespect My Varrio" i "Watch My Enemies Bleed"), parę szybkich i neutralnych ("Do What You Gotta Do" lub "Gangsta Bitch") i kilka smutno - przygnębiających ("Fuck Friends", "Love Don't..."). Ogromna większość kawałków prezentuje się naprawdę porządnie, ale chyba przy tak małej ich liczbie (12) wolałbym, aby artyści zdecydowali się na bardziej jednolite brzmienia. Do pełni szczęścia brakuje mi również odrobinę lepszej produkcji i ogólnego masteringu. Ponieważ jestem fanem latynoskiego rapu, to gustuję w takich podziemnych dźwiękach, ale ciut mocniejsze bity lub atrakcyjniejszy sampel nie zaszkodziłyby. Generalnie cały album to kawał przyzwoitego kąska, któremu po prostu brakuje takiej małej skry, mogącej tchnąć ciut więcej życia w podkłady. Jednakże główną wadą projektu jest jego amatorskie wydanie. W zasadzie to osoba postronna może pomyśleć, iż trzymamy w ręku mixtape - slim case, CD-R, obskurna wkładka (w moim przypadku krzywo wycięta) zamiast okładki, wszystkie cechy pójścia na łatwiznę. Zdziwiło mnie to niezmiernie, ponieważ poprzedni album z 209 Studioz wyszedł przecież w normalnej dystrybucji. Tym razem możemy sobie pomarzyć o kodzie paskowym. Oczywiście format albumu jest jedynie estetyką i ma się nijak do nagranego materiału, ale dla pewnych osób ma znaczenie. Niestety niełatwo już obecnie odnaleźć ten krążek. Polecam miłośnikom latynoskich brzmień.


Written by: BayUndaground staff
Name:
Comment:
Comments (0):
Sorry, no comments yet.

Made by KhameNei & LethaFace
All rights reserved. Nothing may be used without our permission.