|
Messy Marv to obok JT czy San Quinna jeden z najbardziej znanych i cenionych artystów z Fillmoe w San Francisco. Skromny początek kariery otworzyły 2 krążki w drugiej połowie lat 90. Później jego dyskografia zaczęła skutecznie puchnąć w kolejne projekty, gdzie oprócz solowych płyt mogliśmy usłyszeć kolaboracje z I-Rocciem, San Quinnem i Marvaless. "Scrapers, Stunnas And White Tees" to jego dziewiąta solówka, druga wydana pod ksywą Messcalen.
Powszechnie wiadomo, że ostatnimi czasy Messy stawia na ilość, a nie jakość. Co chwila pojawiają się nowe krążki z niewielką liczbą piosenek, nierzadko risajklowanymi. Na niektórych płytach utwory nie miały nawet nadanych tytułów! Omawiane "Scrapers..." nosi już wyraźne znamiona wspomnianego pośpiechu i niedbalstwa wydawniczego. Wydaje się, że 18 kawałków zaspokoi potrzeby fanów artysty, ale zaczynamy ich słuchać i co się okazuje? Numery 1 i 8 to skity, w 4 piosenkach w ogóle nie ma Messy Marva, #14 pojawił się na albumie L-Cheddy ("So Serious About Mine" z 2000 roku), a #15 na składance "Planet Fillmoe". Dostajemy zatem 10 nowych utworów Messa, w tym zaledwie 2 solówki. Przyznacie, że trochę mało. Co więcej, wyraźnie słychać, że kawałki pochodzą z różnych sesji nagraniowych, odległych w czasie. Cztery piosenki z San Quinnem (#9-#12) miały rzekomo pojawić się na "Explosive Mode 2", ale widocznie były zbyt kiepskie i nie przeszły późniejszej rekrutacji. Nie dziwota, bo faktycznie są co najwyżej średnie, głównie przez marne podkłady i brak refrenów w #10 i #12. Na uwagę zasługuje ciekawe pod względem przekazu "Interrigation", które opowiada o zmaganiach raperów z prawem, systemem sądowniczym, policją etc. "True To The Game", równie słabe muzycznie, okazuje się jakąś nieudolną próbą laidbackowego flowu Messa, który prawdopodobnie miał brzmieć jak RnB. Do tych dopracowanych i przyzwoitych utworów należą kawałki #2-#7 i 3 ostatnie, które wyprodukował Cozmo. Miłe dla ucha podkłady i dobre wokalne wystąpienia gospodarza oraz członków Click Clack Gang dały całkiem niezły efekt. Chłopaki mogliby postarać się tylko o bardziej wyszukane treści, bo dostajemy dawkę reprezentowania kliki ("Click Clack Gang", "Click Clack Military"), opowieści dealerskie ("Dope Deala") i chyba najbardziej lubiane przez raperów: tworzenie wizerunku twardego i bezlitosnego zakapiora ("Warrior", "What The Homie Provide"). Niestety te 9 wspomnianych piosenek nie starczyło, by podnieść poziom płyty, która przecież mogłaby spokojnie przybrać formę porządnej EP-ki. Fani Messy Marva pewnie znajdą tu coś dla siebie, bo zawsze to kolejna płyta do kolekcji, ale osobom, które nie są przekonane do tego artysty, raczej krążka nie polecam. Jeśli kupujecie legalne mp3, to zalecam zaopatrzyć się tylko w wybiórcze utwory.
Written by: lethaface
|